Wszystko masz w sobie. Ale czasem potrzebujemy spojrzenia z góry.

✨ Wszystko masz w sobie...ale czasem „coś dzwoni” — tylko nie wiesz, w którym kościele. 😅

Ostatnio często to słyszymy.
I ja też się z tym zgadzam.
Naprawdę.
Mam intuicję.
Mam czucie.
Mam umiejętność uzdrawiania.

I naprawdę — przez ostatni rok nie kupiłam żadnej sesji, żadnej diagnostyki, żadnego „prowadzenia z zewnątrz”. 

Nie dlatego, że „nie wolno”.
Nie dlatego, że „mam wszystko w sobie i basta".
Tylko dlatego, że… autentycznie nie potrzebowałam.

Czułam się pełna.
Czułam się połączona.
Czułam, że widzę wystarczająco dużo, by przejść kolejne etapy sama.

I to była prawda.
Ale przyszedł dzień, w którym intuicja powiedziała coś innego.
Nie: „musisz to kupić”.
Nie: „potrzebujesz pomocy”.
Tylko to ciche, nieomylne:
„To jest dla ciebie. Zaufaj.”

Wtedy nie chodziło o to, żeby ktoś mnie „uratował” albo „uzdrowił”.
Chodziło o to, żebym ja mogła… puścić kontrolę.

Mimo, że jeszcze dzień wcześniej w rozmowie z koleżanką powiedziałam: "Nikt ze mną teraz nie rezonuje, nie czuję bym kogoś potrzebowała"

Bo choć wszystko miałam w sobie, to nie wszystko widziałam naraz.
A zaufanie nie zawsze oznacza działanie z pewnością — czasem oznacza zgodę, by iść mimo jej braku.

  

💳 „Kupić czy nie kupić?”

Zobaczyłam ofertę diagnostyki.
Poczułam: TO. JEST. TO.

I dokładnie w tej samej chwili przyszła dobrze znana postać:
pani Kontrola z działu Finansów. 🤭

  • A czy starczy ci do końca miesiąca?

  • A nie mówiłaś, że wszystko masz w sobie?

  • A skoro sama uzdrawiasz, to po co ci ktoś z zewnątrz?

  • A może lepiej poczekać… na znak, na cud, na coś?

Burza w głowie.
Budżet na ekranie.
Pot, dreszcze, lekkie wyrzuty sumienia: „Czy ja właśnie zdradzam swoją duchową niezależność?”

Ale coś było silniejsze. 
Nie promocja. Nie dramat. Nie logika.
Coś cichego powiedziało:
„Zrób to. Ufaj. Nawet jeśli się boisz.”

I kliknęłam.
Kwota: 155,40 zł.
Godzina 17:55.
Znowu 55. 
Ta sama liczba, która towarzyszyła mi od tygodnia.
Czy to był znak? 
Nie wiem. 
Ale poczułam zdecydowanie: „Jestem prowadzona.”


🌟 To nie była decyzja o pomocy

Nie kupiłam tej diagnostyki, bo „nie dawałam rady”.
Nie kupiłam jej, żeby ktoś mnie uzdrowił.
I nie kupiłam jej po to, by oddać odpowiedzialność.

To była decyzja o czymś znacznie subtelniejszym: „Pozwalam sobie. Nawet jeśli nie czuję się jeszcze w 100% bezpieczna.” 

Pozwalam sobie:

  • zaufać czuciu, nie logice,
  •  wydać pieniądze mimo lęku,
  •  pozwolić, by ktoś inny rzucił światło na to, czego sama nie widzę.

I tu nie chodziło o to, że nie mam mocy.
Tylko o to, że czasem największym aktem mocy... jest pozwolenie sobie na wsparcie.


🧠 A potem przyszła matryca...

Dziesięć dni później dostałam matrycę.
I się zaczęło. Czytam. I nagle:

„AHA! Tak czułam!”
„COŚ mi dzwoniło! Ale nie wiedziałam, w którym kościele!” 😂

To było kluczowe.
Bo nie dostałam tam niczego, czego bym w sobie nie miała.
Ja to wszystko czułam wcześniej.
Ale… nie widziałam całości.

I tak właśnie działa pole.
Gdy jesteś w środku swojego labiryntu — możesz czuć każdy zakręt, każdą ślepą uliczkę. Ale nie widzisz planu z lotu ptaka.
I wtedy ktoś z boku — nie uzdrowiciel, nie guru, nie „ten, kto wie lepiej” — tylko obecność, która mówi: „Zobacz — już tu jesteśTylko się obróć.” 
„Te karty już trzymasz. Po prostu połóż je na stole.”


🤝 To nie oddanie mocy.
To wybór.

Decyzja, by nie iść sama, skoro można szybciej dojść razem.
Z kimś, kto widzi z innej perspektywy.
Z kimś, komu możesz zaufać — bez rezygnowania z siebie.

 

Bo w tym zaufaniu...może właśnie ktoś poczuje się jak anioł dzięki Tobie? 
Bo wiesz — ja też się czuję jak ten anioł z obrazu.

Gdy pozwalasz mi Cię poprowadzić, gdy mówisz: „ufam Ci”, gdy płyną łzy ulgi po odczycie — moja dusza też dostaje skrzydeł.
To nie jest „praca”.
To jest dar spotkania.

 


 🚨 Lekcja o zaufaniu

Bo tak naprawdę...
To nie była lekcja o pieniądzach.
To była lekcja o zaufaniu do siebie.
O tym, że czasem to nie brak środków nas blokuje — ale opór przed pozwoleniem sobie na wsparcie.

Czasem to nie pieniądze są przełomem.
Czasem to Twoja decyzja jest największym skokiem kwantowym — bo to decyzja, że pozwalasz sobie.
Nie dlatego, że jesteś gotowa.
Tylko dlatego, że pozwalasz i wybierasz bycie gotową/ym.


🌿 Na koniec — dla porządku serca

I żeby było jasne:
To nie była decyzja oparta na autorytecie drugiej osoby.
To była decyzja oparta na autorytecie mojego czucia.

Matrycę kupiłam u Sylwii Nieczuja-Urbańskiej (purity.souls.space) — osoby, której wcześniej nie znałam, kojarzyłam ze wspólnej grupy, nie obserwowałam, i na którą nie trafiłam przez opinie, liczby ani popularność.

To było czyste: „to tutaj”.
Bez porównań.
Bez rankingów.
Bez dowodów dla świata, gdyż już nie potrzebuje potwierdzenia aby sobie ufać.

Dlatego od około roku wybieram inaczej.
Nie ceną.
Nie liczbą followersów.
Nie tym, co „powinno działać”.

Wybieram czuciem.
Bo wiem już, że:

...ale czasem największym aktem zaufania do siebie jest pozwolić sobie zobaczyć to w czyimś lustrze.

 


📖 Jeśli ten tekst poruszył coś w Tobie, może sięgniesz głębiej...

Napisałam dwa posty, które dopełniają tę opowieść z innych stron:

🔮 „Skąd mam wiedzieć, czy to intuicja, czy lęk?”
https://szczescie-w-szczesciu.blogspot.com/2026/01/skad-mam-wiedziec-czy-to-intuicja-czy.html

🗿 „Pułapki duchowości — uważaj, komu oddajesz swoje pole”
https://szczescie-w-szczesciu.blogspot.com/2025/10/puapki-duchowosci-uwazaj-komu-oddajesz.html


💟 A jeśli chcesz się odwdzięczyć...

Nie „zapłać mi”.
Nie „kupić sesji”.
Wystarczy, że posłuchasz swojego serca.
Czasem jedno kliknięcie potrafi otworzyć przepływ.
Nie dlatego, że coś dajesz „komuś”.
Ale dlatego, że coś dajesz sobie — pozwolenie, by dzielić się z miejsca obfitości.

💛 Jeśli coś w Tobie mówi: „chcę dać” — to tutaj możesz postawić mi symboliczną kawę: 👉 https://buycoffee.to/szczesciewszczesciu

Niech to będzie nie tylko gest dla mnie,
ale pieczęć dla Ciebie

Z wdzięcznością,
Dominika

 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Scalenie duszy — powrót, który zmienia wszystko

Pułapki duchowości, uważaj komu oddajesz swoje pole